CZY MAROKO TO COŚ WIĘCEJ NIŻ TAJINE, KUSKUS I DAKTYLE?

ZABAWY GEOLOGICZNE I KULTUROWE W WYKONANIU HOFFMANIAKÓW. ROZPRAWA Z CZARNEGO LĄDU.

Maroko 202618 stycznia rozpoczęła się niezapomniana przygoda. Tego dnia pewna grupa uczniów z Liceum Ogólnokształcącego im. Klementyny Hoffmanowej w Warszawie wyruszyła na warsztaty geologiczne do Maroka, organizowane przez Geolearning. Już sama myśl o podróży na inny kontynent wywoływała w nas ogromne emocje – ekscytację, ciekawość i lekką niepewność. A to był dopiero początek.

Po kilku godzinach podróży wylądowaliśmy w Marrakeszu. Już po wyjściu z lotniska poczuliśmy zupełnie odmienny, suchy klimat. Delikatne promienie upragnionego słońca towarzyszyły nam przez większość dnia, a miasto od razu zrobiło na nas ogromne wrażenie. Szczególnie zachwyciła nas architektura – jednolita, utrzymana w ciepłych, piaskowych kolorach, zupełnie inna niż ta, którą znamy z Europy. Na lotnisku poznaliśmy naszego kierowcę, który otworzył przed nami drzwi tej islamskiej krainy. Podczas przejazdu przez miasto obserwowaliśmy codzienne życie Marrakeszu. Zwróciliśmy uwagę na zapierającą dech w piersiach intensywnie zieloną roślinność oraz liczne czerwone flagi Maroka powiewające na ulicach. Trafiliśmy również na wyjątkowy moment, ponieważ tego dnia odbywał się mecz Africa Cup. W mieście panowała atmosfera ekscytacji, a entuzjazm mieszkańców szybko udzielił się także nam.

Maroko 2026Wieczorem poszliśmy na kolację do kawiarni Mazel, gdzie mieliśmy okazję spróbować lokalnych potraw. Na stole pojawiły się między innymi pita, kuskus oraz tajine. Było to nasze pierwsze spotkanie z marokańską kuchnią, pełną aromatycznych przypraw i nowych smaków. Tak zakończył się nasz pierwszy dzień w Maroku – pełen nowych wrażeń, kolorów i emocji. Już wtedy wiedzieliśmy, że przed nami naprawdę wyjątkowa wyprawa.

Drugi dzień rozpoczęliśmy naszym pierwszym śniadaniem w Maroku przy wschodzie słońca. Mimo chłodnego poranka szybko się rozgrzaliśmy dzięki gorącej, lokalnej miętowej herbacie oraz różnym rodzajom naleśników, które okazały się prawdziwym przysmakiem.

Tego dnia zostaliśmy jeszcze w Marrakeszu, aby poznać lepiej to nietuzinkowe miasto. Niezwykły ogród Jardin Majorelle, znany z charakterystycznej intensywnie niebieskiej kolorystyki i bogatej historii, zrobił na nas ogromne wrażenie. Spacerując między egzotycznymi roślinami, mieliśmy wrażenie, że trafiliśmy do zupełnie innego świata. Atmosfera tego miejsca była naprawdę wyjątkowa – trudno było znaleźć słowa, które oddałyby piękno i spokój otaczającej nas natury. Później kontynuowaliśmy zwiedzanie miasta. Poznaliśmy historię Meczetu Księgarzy, a na słynnym placu Dżami al-Fana spróbowaliśmy świeżo wyciskanego soku. Usłyszeliśmy także o historii pałacu El Badi. Mieliśmy również chwilę czasu wolnego, dzięki czemu mogliśmy samodzielnie przejść się po lokalnych sukach i kupić prawdziwe marokańskie wyroby. Po całym dniu spacerowania można było powiedzieć, że każdy z nas stał się już małym specjalistą od uliczek Marrakeszu.

Maroko 2026Kolejnego dnia wyruszyliśmy w dalszą drogę autokarem. Choć podróż wielokrotnie testowała naszą wytrwałość, atmosfera stworzona przez Hoffmaniaków była świetna. Podczas jednego z postojów poznaliśmy historię geologiczną Maroka, która okazała się niezwykle interesująca i bogata w zwroty akcji. Przejeżdżaliśmy przez imponujące pasma górskie Atlasu Wysokiego oraz Antyatlasu. Trudno w to uwierzyć, ale naszym oczom ukazały się ogromne połacie śniegu. Zatrzymaliśmy się także w najwyższym punkcie trasy – na przełęczy Tizi n’Tichka. Widoki były niesamowite, dlatego nie mogliśmy odmówić sobie wykonania pamiątkowych zdjęć. Następnie zobaczyliśmy ksar Ait Ben Haddou – ufortyfikowane miasto wpisane na listę UNESCO, które wyglądało jak wyjęte z innej epoki.

Tego dnia zatrzymaliśmy się niedaleko Warzazatu. Surowy krajobraz, cisza i autentyczny charakter tego miejsca zrobiły na nas ogromne wrażenie. Możliwość zobaczenia tak mało skomercjalizowanej części Maroka była dla nas wyjątkowym doświadczeniem i czymś, co na pewno zapamiętamy na bardzo długo.

Maroko 2026Musieliśmy jednak kontynuować naszą podróż. Warzazat okazał się miejscem o niezwykle ciekawej historii związanej z kinematografią – to właśnie tutaj powstało (i nadal powstaje) wiele znanych produkcji filmowych. Samo miasto, położone na granicy pustyni, miało wyjątkowy klimat i od razu dało się odczuć, że znajduje się w zupełnie innej części kraju niż tętniący życiem Marrakesz.

Podczas dalszej drogi kilkukrotnie zatrzymywaliśmy się, aby lepiej poznać lokalną społeczność i jej codzienność. Jednym z takich momentów był postój w niewielkim sklepie, w którym sprzedawano produkty wytwarzane z róży i maku. Była to świetna okazja, by zobaczyć lokalne wyroby i porozmawiać z mieszkańcami. Nasza wyprawa doprowadziła nas również do imponującej formacji skalnej Pattes des Singes, znanej szerzej jako Monkey Fingers. Są to niezwykłe skały powstałe w wyniku długotrwałej erozji miękkich skał osadowych, głównie piaskowców i zlepieńców. Wiatr i woda przez tysiące lat rzeźbiły ich powierzchnię, tworząc wąskie, wydłużone kolumny, które rzeczywiście przypominają palce małpy wystające z ziemi. Widok tych naturalnych form był naprawdę niesamowity i pokazał nam, jak potężne potrafią być procesy geologiczne.

Maroko 2026Po kolejnych godzinach podróży dotarliśmy w końcu do Riadu Mamouche. To właśnie to miejsce miało stać się naszą bazą podczas jednej z najbardziej ekscytujących części całego wyjazdu. Po intensywnym dniu drogi mogliśmy wreszcie odpocząć, jednocześnie czując narastające podekscytowanie tym, co czekało nas następnego dnia.

W końcu nadszedł moment, na który wielu z nas czekało najbardziej – pierwsze prawdziwe warsztaty geologiczne w terenie. Wyruszyliśmy na grzbiet Hamar Laghdad, w okolice miejsca znanego jako Kes Kes, które jest dobrze znane geologom i kolekcjonerom skamieniałości. Ten charakterystyczny masyw, położony na skraju Sahary, zbudowany jest głównie ze skał osadowych, które powstały setki milionów lat temu na dnie dawnego dewońskiego morza. Dziś, dzięki procesom wypiętrzania i erozji, skały te zostały odsłonięte na powierzchni, tworząc prawdziwy skarbiec dla paleontologów.

Naszym zadaniem było poszukiwanie skamieniałości. Z młotkami geologicznymi i ogromnym entuzjazmem zaczęliśmy przeszukiwać skały. Szybko okazało się, że cierpliwość naprawdę się opłaca. Wielu z nas udało się odnaleźć fragmenty dawnych organizmów ukrytych w kamieniach. Oprócz trylobitów można było znaleźć także inne skamieniałości, takie jak fragmenty ramienionogów, koralowców czy dawne ślady organizmów morskich zachowane w skałach. Każde takie znalezisko było dla nas małym odkryciem i ogromną radością. Trzymając w rękach fragmenty organizmów sprzed setek milionów lat, trudno było nie poczuć respektu wobec historii naszej planety. Skamieniałości, które udało nam się odnaleźć, stały się dla nas nie tylko geologicznymi okazami, ale także wyjątkowymi pamiątkami z tej wyprawy – pamiątkami, które na pewno jeszcze długo będą przywoływać żywe wspomnienia z Maroka.

Maroko 2026Zmęczeni, ale w pełni usatysfakcjonowani, wyruszyliśmy jeepami w stronę Erg Chebbi – jednego z najbardziej znanych obszarów wydmowych Maroka. Już sama jazda przez pustynny krajobraz była niezwykłym doświadczeniem, ale prawdziwa przygoda dopiero miała się zacząć. Na miejscu przesiedliśmy się na wielbłądy i wyruszyliśmy w spokojną wędrówkę przez piaszczyste wydmy Chebbi. Pustynia robiła ogromne wrażenie – bezkresne fale złotego piasku rozciągały się aż po horyzont. Mieliśmy także okazję zobaczyć jeden z najpiękniejszych zachodów słońca, jaki wielu z nas kiedykolwiek widziało i zobaczy. Ciepłe światło powoli zalewało wydmy, zmieniając ich kolor z jasnego złota w głęboką pomarańcz. Nie zabrakło też odrobiny adrenaliny – zjeżdżaliśmy z wydm na snowboardzie, co okazało się świetną zabawą i jednym z najbardziej emocjonujących momentów całego dnia. Wieczorem mieliśmy okazję posłuchać muzyki oraz historii lokalnej ludności, a nocowaliśmy, jak natura przykazała, pod gwiazdami.

Następnie czekał nas kolejny, niezwykle ważny punkt programu – całodniowe warsztaty geologiczne w miejscu zwanym Aferdou El Mrakib. Znajduje się tam słynna rafa dewońska, która powstała około 380 milionów lat temu, kiedy ten obszar znajdował się pod powierzchnią pradawnego oceanu. Dziś skały te są odsłonięte na powierzchni i stanowią wyjątkowe stanowisko paleontologiczne.

Podczas pracy w terenie mogliśmy poszukiwać licznych skamieniałości organizmów, które budowały dawną rafę. W skałach można znaleźć między innymi trylobity, koralowce, ramienionogi, liliowce oraz różne fragmenty dawnych organizmów morskich. Każde odkrycie pozwoliło nam lepiej wyobrazić sobie, jak wyglądało życie w dewońskim morzu setki milionów lat temu.

Maroko 2026Tego dnia dopisała nam również pogoda – niebo było niemal bezchmurne, a słońce oświetlało surowy, pustynny krajobraz. Praca w tak wyjątkowym miejscu sprawiała, że warsztaty geologiczne były nie tylko nauką, ale także prawdziwą przygodą, której trudno byłoby doświadczyć w jakiejkolwiek szkolnej sali.

Niestety nadszedł moment, w którym musieliśmy opuścić nasze namioty na pustyni. Zanim jednak ruszyliśmy do naszego kolejnego przystanku, mieliśmy okazję poznać lokalne rzemiosło związane z wydobyciem i obróbką skamieniałości oraz minerałów. W tej części Maroka jest to ważna część lokalnej gospodarki – mieszkańcy od pokoleń zajmują się wydobywaniem, oczyszczaniem i przygotowywaniem do sprzedaży niezwykłych okazów paleontologicznych. Ich dobra są importowane przez wiele państw Europejskich, a prywatni kolekcjonerzy potrafią stać w długich kolejkach aby wykupić produkty, o które mieliśmy okazję się wzbogacić.

Tego dnia nasza grupa podzieliła się na dwie części. Jedna z nich udała się na lokalny bazar, gdzie mogliśmy zobaczyć codzienne życie rdzennych mieszkańców i zaopatrzyć się w ich wyroby. Druga grupa wyruszyła natomiast w stronę wąwozu Todra. Ten spektakularny kanion, z wysokimi, niemal pionowymi ścianami skalnymi, robił ogromne wrażenie i sprawiał, że człowiek naprawdę uświadamiał sobie swoją małość wobec potęgi natury. Podczas naszej wizyty wydarzyło się coś zupełnie niespodziewanego – zaczął padać śnieg. Widok palm pokrytych białym puchem był niezwykły i wręcz surrealistyczny. Ten kontrast pomiędzy pustynnym krajobrazem a zimową aurą zapadł nam w pamięć jako jeden z najbardziej zaskakujących momentów całej wyprawy.

Maroko 2026Następnego dnia rozpoczęliśmy długą podróż do Fezu. Ze względu na zmienne i momentami trudne warunki pogodowe nie udało się zrealizować wszystkich zaplanowanych postojów. Mimo to sama droga była niezwykle interesująca. Pogoda zmieniała się niemal co chwilę – raz było ciepło i słonecznie, po chwili robiło się zimno, pojawiał się deszcz, a nawet śnieg. Żartowaliśmy między sobą, że razem z nami do Maroka przyleciała polska pogoda.

Kiedy w końcu dotarliśmy do Fezu, miasto początkowo wydało nam się bardzo nowoczesne i momentami wręcz europejskie. Postanowiliśmy jednak zanurzyć się w jego historii i zatrzymać się w najstarszej części miasta. Kręte, wąskie uliczki, gęsta zabudowa i niezwykła atmosfera starej mediny zrobiły na nas ogromne wrażenie. Między domami i sklepikami przechadzały się dziesiątki kotów, które zdawały się być nieodłączną częścią tego miejsca. Całość tworzyła wyjątkowy klimat – trochę tajemniczy, trochę chaotyczny, ale jednocześnie niezwykle autentyczny.

Kolejnego dnia rozpoczęliśmy zwiedzanie Fezu – jednego z najstarszych i najbardziej historycznych miast Maroka. Naszą wycieczkę zaczęliśmy od zobaczenia monumentalnej bramy prowadzącej do Pałacu Królewskiego Dar al-Makhzen. Choć sam pałac nie jest dostępny dla zwiedzających, jego ogromne, bogato zdobione złote bramy oraz otaczające go mury zrobiły na nas ogromne wrażenie i pozwoliły wyobrazić sobie skalę królewskiej rezydencji.

Następnie udaliśmy się do Borj Sud – dawnej twierdzy wzniesionej na wzgórzu górującym nad miastem. Z tego miejsca rozciągał się niesamowity widok na całą medynę Fezu. Tysiące ciasno ustawionych domów, wąskie uliczki i minarety meczetów tworzyły niezwykłą panoramę miasta, które od wieków zachowało swój historyczny charakter. Podczas dalszego zwiedzania pokazano nam także lokalny proces produkcji ceramiki. Mogliśmy zobaczyć, jak rzemieślnicy ręcznie formują naczynia, wypalają je w piecach, a następnie zdobią charakterystycznymi marokańskimi wzorami i intensywnymi kolorami.

Maroko 2026Jednym z najbardziej charakterystycznych miejsc, które odwiedziliśmy, była Chouara Tannery – jedna z najstarszych i najsłynniejszych garbarni w Maroku. Z tarasów okolicznych budynków mogliśmy obserwować proces obróbki skór w dziesiątkach kamiennych kadzi wypełnionych naturalnymi barwnikami. Widok był niezwykle intensywny i zapadający w pamięć, a sama metoda produkcji niemal nie zmieniła się od setek lat.

Podczas spaceru po mieście mieliśmy również okazję kupić lokalne chusty oraz inne rękodzieła. Później odwiedziliśmy Al-Attarine Madrasa – jedną z najpiękniejszych historycznych szkół koranicznych w Fezie. Budynek zachwycał niezwykłą architekturą: misternymi rzeźbieniami w drewnie, kolorowymi mozaikami zellige oraz bogato zdobionymi ścianami. Na koniec spacerowaliśmy po słynnych sukach Fezu. Labirynt wąskich uliczek wypełnionych sklepami, zapachami przypraw, kolorowymi tkaninami i głosami sprzedawców tworzył atmosferę, której trudno doświadczyć gdziekolwiek indziej. Było to miejsce pełne życia, chaosu i autentycznego marokańskiego klimatu, które na długo pozostanie w naszej pamięci.

Wszystko, co dobre, kiedyś się kończy. Piękną klamrą naszego spotkania z Marokiem okazał się powrót do Marrakeszu – dokładnie do tego miejsca, w którym kilka dni wcześniej rozpoczęła się nasza przygoda. Po intensywnej podróży i wielu dniach pełnych wrażeń zatrzymaliśmy się tam na ostatnią noc.

Maroko 2026Następnego dnia każdy z nas miał już świadomość, że nadchodzi moment pożegnania. Samo miasto jakby chciało podarować nam na koniec mały prezent – był to najcieplejszy i najbardziej słoneczny dzień podczas całego wyjazdu. Odwiedziliśmy jeszcze kilka miejsc, które poznaliśmy pierwszego dnia, znane już place i ulice, które w ciągu tego czasu zdążyły stać się nam zaskakująco bliskie.

Wybraliśmy się także do Parku Arsat Moulay Abdeslam. Było to idealne miejsce, aby na chwilę zwolnić, odpocząć i uporządkować wszystkie wspomnienia z ostatnich dni. Cisza ogrodu, zadbana zieleń i spokojna atmosfera pokazywały, jak dużą wagę mieszkańcy Maroka przywiązują do wspólnej przestrzeni i harmonii z otoczeniem.

Po ostatnim wspólnym posiłku nadszedł moment, w którym po raz ostatni spojrzeliśmy na marokańską rzeczywistość – pełną kolorów, zapachów, dźwięków i niezwykłych krajobrazów. 28 stycznia spotkaliśmy się ponownie na lotnisku. Tym razem jednak towarzyszyły nam zupełnie inne emocje niż na początku wyprawy. Wracaliśmy nie tylko z bagażem pełnym pamiątek, ale przede wszystkim z głowami pełnymi wspomnień. Zobaczyliśmy miejsca, które wcześniej znaliśmy jedynie z książek, dotknęliśmy skał liczących setki milionów lat i poznaliśmy ludzi, których codzienność tak bardzo różni się od naszej. Maroko nauczyło nas patrzeć uważniej – na krajobraz, na historię Ziemi i na drugiego człowieka. Choć sam wyjazd trwał zaledwie kilka dni, pozostawił w nas coś znacznie trwalszego. Wspomnienia pustynnych zachodów słońca, wspólnych gier karcianych, zapach i słodki smak miętowej herbaty, echo kroków w wąskich uliczkach medyny.

I być może właśnie na tym polega prawdziwa wartość takich podróży. Nie kończą się one w chwili, gdy samolot odrywa się od ziemi. One zostają w nas – w opowieściach, w zdjęciach, w małych fragmentach kamieni przywiezionych z pustyni. A gdzieś daleko, po drugiej stronie Morza Śródziemnego, Marrakesz wciąż żyje swoim rytmem, jakby czekał, aż kiedyś jeszcze tam wrócimy.